2011-06-27 20:42:14 >> Zdeterminowany i radosnyZawsze jest o co walczyć... Albo: zawsze jest kolejny wróg - jak mawia Bractwo Stali ;) Zdradzę Wam pewien sekret... Odczuwam syndrom świętego Sebastiana... Wystarczy że jestem absolutnie przekonany do jakiejś idei, wystarczy że podjąłem decyzje i jestem jej pewny. Możecie mnie przekonywać, szantażować, zmuszać, szatkować moje ciało, w ekstremalnym przypadku nawet zabić... I jeśli nadal będę uważał że to ja mam rację i że warto bronić tego akurat punktu widzenia - zdania nie zmienię. Można mnie przekonać logicznymi argumentami, pokazać że nie mam racji. Potrafię zmienić zdanie, a nawet przeprosić że się upierałem. Ale jeśli nikt nie zdoła mnie przekonać, to tym bardziej nikt mnie do niczego nie zmusi... I wiecie co? To jest piękne! Zawsze uwielbiałem historie w których niewielu stawało przeciwko wielu. W których trwali w uporze pomimo przeważających sił wroga, niekorzystnym okolicznościom i wszelkim przeciwnościom. Pewnie dlatego, że sam potrafię być wyjątkowo zdeterminowany. Jedyną osobą zdolną mnie pokonać jestem ja sam... Teraz czuję przypływ sił. Mam przeciwko czemu walczyć! Mogę wykorzystać siłę mojej determinacji! To piękne uczucie, mówię Wam... Normalnie jestem spokojnym człowiekiem, który długo waży wszelkie 'za' i 'przeciw'. Ale jeśli tylko wyczuję, że ktoś próbuje ograniczyć moją wolność, że ktoś próbuje mnie zmanipulować, albo zmusić do określonej decyzji, stawiam opór. A jeśli ta osoba nadal naciska, to odczuwam radość! Bo walka z przeciwnościami losu, to jedna z niewielu okazji w których naprawdę czuję, że żyję! Ach, kolejna walka... Adrenalina i oczekiwanie na starcie. Myślisz że mnie pokonasz? Ha! Powiem Ci coś: nie jesteś w stanie dokonać tej sztuki. Nie pozwolę Ci na to. Bo jam jest Hastatus! skomentuj (2) |
|
|||||||